<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Szczcie> 
<author_1=Adolf Rudnicki>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=9>
<date=1952-09-07>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Odkd posiadamy czterystu kilometrowy pas morza, wiele osb podczas miesicy letnich spdza co najmniej jedn noc na smarowaniu plecw zsiadym mlekiem. Podczas tej nocy raz po raz zadaj sobie pytania, jak mogli na mier zapomnie, e tak samo poparzeni jczeli dopiero rok temu. Tego dnia czuem si jak okrcony drutem kolczastym. Popuchnity i poparzony na poncych nogach uciekaem od soca i morza, dwch gwnych moich wrogw, kierujc si nad zalew, gdzie byo troch cienia. W pewnej chwili w tej zupenie obcej miejscowoci, gdzie nie znaem nikogo, na drce midzy kasztanami ujrzaem swoj dawn znajom, Iren. Sza ze spuszczonymi oczami, tworzcymi wokoo niej krg ciszy, tak zachwycajcy niektrych. Sza z godnoci kapana, ale niewiele miaa w sobie z kapana. Miaa za sob to wszystko, co miewa za sob pikna trzydziestopicioletnia kobieta. Namaszczenie brao si u niej z krtkowidztwa. Kalectwo oczu jednake nic a nic jej nie szpecio.
Usiadszy obok mnie zanurzya rk w torbie i wydobya plik gazet.
 Czytaj, przeczytaj to zaraz!  zawoaa rozwinwszy prowincjonalny dziennik i wskazujc mi nieduy artykulik o tenisie, wydrukowany petitem na ostatniej stronie.  To ja napisaam.
Signem po gazet, ale wzrok mj natychmiast odskoczy od nakazanej mi lektury. Z trudem udao mi si skupi.
 Gdy przyjechali do nas wgierscy tenisici  mwia Irena  napisaam pierwszy artyku i nie szukajc porednikw sama zaniosam go do redakcji. Redaktor przeczyta. Dobre  orzek  pjdzie. Oszalaam ze szczcia. Nie mogam si doczeka poudnia, kiedy gazeta wychodzi. Posyaam Januszka do kiosku co godzina Ten oto artyku  podsuna mi nowy z kolei  napisaam trzy dni temu. Szybko wydrukowali, co, szybko?
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>